Szkolenie Liderów w Piasecznie

Jak co roku w czerwcowy weekend przedstawiciele oddziałów Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Diecezji Pelplińskiej zgromadzili się na kolejnym Szkoleniu dla Liderów, które po raz pierwszy odbyło się w Piasecznie - najstarszym sanktuarium Maryjnym na Pomorzu.

Szkolenie rozpoczęliśmy w piątek 15 czerwca Mszą Świętą, której przewodniczył ks. Antoni Bączkowski - asystent diecezjalny. Następnie po krótkim wprowadzeniu w tematykę szkolenia odbyły się zabawy integracyjne - zawiązanie wspólnoty, które poprowadziła Marta Buchowska. Później, w celu wyciszenia, udaliśmy się do kościoła parafialnego, gdzie odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu oraz nabożeństwo pokutne.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy poranną Jutrznią. Tego dnia mogliśmy też wysłuchać wykładu ks. Antoniego Bączkowskiego, którego temat brzmiał: "Lider KSM - człowiek zanurzony w życiu Kościoła". Dowiedzieliśmy się m.in., że jednym z głównych zadań lidera jest dawanie przykładu innym poprzez własne życie duchowe, modlitwę, pracę... Kolejne spotkanie poprowadził ks. Zbigniew Rutkowski - proboszcz parafii Gniew. Ukazał nam jak w bardziej przystępny sposób korzystać z Pisma Świętego, a także przedstawił nam różne metody integracji we wspólnocie.

W południe zgromadziliśmy się na wspólnej Eucharystii. Modliliśmy się o owoce naszego spotkania, a także za wszystkich członków i asystentów KSM. Tuż po obiedzie obejrzeliśmy prezentację nt. Jaki powinien być lider, którą przygotowała Grażyna Wysiecka. Naszym zadaniem było narysowanie lidera z wszystkimi przymiotami jakie powinny go charakteryzować. Po pracy w grupach i wspólnym podsumowaniu udaliśmy się do Studzienki - miejsca cudownego objawienia Maryi, gdzie wspólnie odmówiliśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wieczorem czekało nas jeszcze jedno zadanie. Kolejny punkt programu dotyczył formacji w KSM-ie. Mówiliśmy o tym jak powinno wyglądać spotkanie formacyjne w naszych oddziałach, a Justyna Wołoszyn zaprezentowała nam metodę Rewizji Życia. Potem w grupach układaliśmy konspekt spotkania formacyjnego wg tej właśnie metody.

Po kolacji młodzież zebrała się na wspólnym śpiewie. Delegaci z poszczególnych oddziałów, wcześniej podzieleni na grupy, musieli zaprezentować swoje prace; m.in. odegrali pantomimy ukazując w ten sposób przypowieści O synu marnotrawnym i Miłosiernym Samarytaninie, inni przygotowali reklamę Pisma Świętego. Wieczorny czas umilił nam ks. Marek Król - misjonarz, który już od ponad 3 lat pracuje w Papui - Nowej Gwinei, a obecnie przybył na urlop do Polski wraz ze swoim parafianinem Davidem. Goście chętnie odpowiadali na pytania zadawane przez młodzież dot. m.in. warunków pracy w tym kraju. Opowiedzieli nam także o życiu i pracy w tamtejszej parafii. Dzień zakończyliśmy modlitwą wspólnotową i odśpiewaniem Apelu Jasnogórskiego.

Niedzielę rozpoczęliśmy tradycyjnie Jutrznią. Po śniadaniu udaliśmy się na Mszę Święta, a następnie po krótkim podsumowaniu młodzież udała się do domów.

W szkoleniu uczestniczyło 38 KSM-owiczów z 7 oddziałów. Zarząd Diecezjalny reprezentowały: Justyna Wołoszyn - prezes, Grażyna Wysiecka - z-ca prezesa, Marta Buchowska - delegat, a także Iwona Kosiedowska - instruktor ogólnopolski KSM. Szkolenie to nie odbyłoby się, gdyby nie ofiarność ks. Andrzeja Ossowskiego - proboszcza parafii w Piasecznie oraz pomoc tamtejszego KSM-u. Za wszelką życzliwość jaka nas tam spotkała składamy serdeczne Bóg zapłać.

Wiedza, jaką zdobyliśmy na szkoleniu bardzo ułatwi nam pracę w naszych oddziałach. Jest to jednocześnie zadanie dla nas, byśmy stali się prawdziwymi liderami w Kościele - zwłaszcza poprzez działalność w KSM-ie.

 

Aleksandra Górska
prezes oddziału KSM w Piasecznie
Justyna Wołoszyn
prezes ZD KSM DP

Rekolekcje w Dziemianach 2007

 



  

Drogi przyjacielu!
 

Na wstępie mego listu pozdrawiam Cię najgoręcej. Zapewne pamiętasz naszą ostatnią rozmowę o moich planach wyjazdu na rekolekcje KSM w dniach 4 - 12 lipca br. Próbowałeś mnie przekonać, że nie warto, bo to będzie stracony czas... Nawet nie wiesz jak się pomyliłeś! Żałuj, że Cię tam nie było.

Ja też na początku byłem trochę sceptycznie nastawiony do tego wyjazdu, pogoda była taka sobie, jednak bardzo miła atmosfera i ludzie, których tam poznałem (a było nas 60 osób z 11 parafii) sprawili, że szybko zmieniłem zdanie. Byłem po raz pierwszy na rekolekcjach KSM, chociaż było to już 16 spotkanie w Dziemianach. Na początku myślałem, że będzie trochę tak jak na innych biwakach czy koloniach, ale każdy dzień był dobrze zorganizowany i szybko przywykłem do stałych punktów programu.

Zaczęło się dosyć ostro. Poranna musztra wojskowa dawała wycisk, ale poprawiała humor. Pośród stałych punktów bardzo polubiłem wspólnotowe modlitwy. Wiesz, to zupełnie inne, dziwne, ale naprawdę wciągające doświadczenie, gdy modliliśmy się razem poranną modlitwą brewiarzową - Jutrznią. Wspólny śpiew i gra na gitarze podczas codziennej Mszy św. oraz popołudniowa nauka śpiewu wzbudziły we mnie chęć większego zaangażowania się. Nawet sam nie wiem kiedy zacząłem klaskać i śpiewać, a sam przecież najlepiej wiesz, że nie mam zdolności muzycznych. Niesamowite było to, gdy po Mszy św. w niedzielę wszyscy wyszliśmy przed kościół i tam uczyliśmy dzieci z parafii (i nie tylko) piosenek. To już niby taki zwyczaj, że młodzież KSM-u będącą na rekolekcjach dzieli się swą radością z innymi. Bardzo mi się to podobało, gdyż ważne były nie tylko słowa, ale także gesty. Zresztą sam Ci pokażę, bo nauczyłem się kilku piosenek grać na gitarze.

Byłbym zapomniał o najważniejszym, przecież te rekolekcje miały swój temat - "7 grzechów głównych". Każdego dnia omawialiśmy jeden z nich. Muszę przyznać, że przy niektórych zrobiło mi się głupio, bo chyba mam sobie wiele do zarzucenia. Nie wiem, czy uświadomiłbym to sobie, gdyby nie praca w grupach (bo każdy z nas był do jednej przydzielony) pod "dowództwem" naszych zastępowych. Fajnie, że oprócz wykładu mieliśmy możliwość samodzielnego wykazania swojej wiedzy, ale także zdolności i umiejętności poprzez różne zadania, które nam powierzano, i które były niejako podsumowaniem całodniowej formacji. Przygotowywaliśmy więc scenki, malowaliśmy plakaty, a nawet układaliśmy piosenki.

Najbardziej fascynującym punktem programu było dla mnie "100 pytań do... ". Nasi zastępowi przygotowali wcześniej specjalną skrzynkę do której mogliśmy (anonimowo) wrzucać rożne prośby, propozycje i pytania. Na początku nie było wiele pytań. Ja też zdałem sobie sprawę, że nad wieloma rzeczami w naszej wierze wcześniej się nie zastanawiałem - a teraz miałem okazję, żeby rozwiać pewne wątpliwości. Żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi.

Chciałbym Ci się też czymś pochwalić... Podczas rekolekcji udało mi się zabłysnąć w Quizie wiedzy religijnej. Moja grupa nie zajęła w prawdzie pierwszego miejsca, ale była niezła zabawa. Odpowiadaliśmy na pytania z dziedzin takich jak: Pismo Święte, Jan Paweł II i in. Chyba jednak najtrudniejsze okazały się pytania z wiedzy o KSM. Bardzo podobało mi się też to, że na zasadzie kto pierwszy ten lepszy szukaliśmy określonych fragmentów w Piśmie św. Chyba musze jeszcze trochę popracować nad moją znajomością ksiąg Pisma św.

Jedynym minusem tych rekolekcji była pogoda. Prawie codziennie padał deszcz, ale chociaż niebo było zachmurzone u nas zawsze panowała radosna atmosfera. Myślałem, że właśnie przez ten deszcz będą nici ze sportu, ale rozczarowałem się - kadra zorganizowała nam turniej sportowy. Bawiłem się chyba nawet lepiej niż na naszych szkolnych zawodach. Mieliśmy także możliwość gry w piłkę siatkową, koszykową i nożną. Nie wiedziałem, że KSM-owiczki tak dobrze grają w nogę! Wszystko to dzięki życzliwości pani dyrektor, która udostępniła nam salę gimnastyczną; zmówiłem za nią "zdrowaśkę".

Kadra zawsze miała jakieś asy w rękawie. Jednego dnia, a raczej wieczoru, zorganizowali nam bieg patrolowy. Każda grupa dostała (tylko) jedną latarkę i mapę na której były zaznaczone różne punkty kontrolne, które musieliśmy znaleźć oraz przy każdym wykonać odpowiednie zadania. Nawet nie wiesz ile było przy tym emocji. Po tej nocnej wyprawie spałem jak zabity, a pobudka następnego dnia była jak zwykle - o 7.30. Jakoś daliśmy radę!

Muszę Ci także opowiedzieć o pewnym "eksperymencie". Od pierwszego dnia rekolekcji nie mogłem pojąć jednej kwestii... Zastępowi kazali każdemu z nas wybrać kamień, który przez te kilka dni musieliśmy wszędzie nosić (nawet do kościoła!). Na czas rekolekcji nazwaliśmy, te kamienie, swoimi "przyjaciółmi". Był nawet specjalny czas, kiedy musieliśmy je jakoś ładnie przyozdobić, niektórzy nawet nadali imiona... Muszę się przyznać, że po kilku dniach nawet się do niego przywiązałem. Myślałem, że będzie fajną pamiątka z rekolekcji... Dopiero ostatniego dnia powiedziano nam jaki był cel tego "eksperymentu".

Ostatni dzień naszych rekolekcji był niesamowity... Wieczorem odbyła się potupajka. Pewnie zastanawiasz się co to jest. Ja też na początku nie wiedziałem, co kryje się pod tą nazwą. To (tradycyjnie organizowana na zakończenie rekolekcji) dyskoteka. I powiem Ci szczerze, że można się czadowo bawić bez alkoholu. Po potupajce, było także coś dla ducha... Udaliśmy się do kościoła na adorację Najświętszego Sakramentu. W kościele było ciemno, tylko Pan Jezus był oświetlony. Naprawdę wzruszyłem się podczas tego nabożeństwa, które było niejako podsumowaniem naszych rekolekcji. Wtedy to właśnie wyjaśniono nam sprawę z tymi kamieniami... Okazało się, że kamienie symbolizują nasz największy grzech. I wtedy dopiero zrozumiałem, że z grzechem to faktycznie bywa jak z tymi kamieniami. Najpierw podchodzimy do niego sceptycznie, odrzucamy go i myślimy sobie: "po co właściwie to jest?". Jednak łatwo można się oswoić, przyzwyczaić, a nawet polubić grzech. Na przykładzie tego eksperymentu zrozumiałem jak ważne jest życie w stanie łaski uświęcającej. Podam Ci przykład... Jednego dnia byliśmy we Wielu, nie wiem czy wiesz, ale wzdłuż leśnych dróżek jest tam piękna kalwaria. Przygotowaliśmy wcześniej rozważania Drogi Krzyżowej, aby pełniej zaangażować się w to nabożeństwo. Oczywiście każdy z nas miał przy sobie swój kamień. Jeden mój kolega (pewnie chciał się trochę popisać) wybrał sobie bardzo bardzo duży kamień, bardzo duży i ciężki. Było mu trochę trudno tak z tym kamieniem chodzić po lesie, i tak sobie myślę, że gdyby nie nasza pomoc (no bo pomagaliśmy mu potem nieść ten kamień), to pewnie nie wytrwałby do końca, a przecież nie mógł (i nie chciał) go zostawić. Tak też jest w naszym życiu, że grzech odbiera nam to co najpiękniejsze - radość życia, ale nie potrafimy go porzucić.

No dobrze, ale powracam do sedna sprawy... Podczas adoracji pod ołtarzem ułożone było ze świeczek duże serce, do którego prowadziły wycięte z papieru stopy. W sercu tym była umieszczona fioletowa stuła - symbol sakramentu pokuty. Każdy z nas, idąc śladem tych stóp klękał w sercu zostawiając tam swój grzech - czyli właśnie ten kamień do którego tak bardzo byliśmy przywiązani. Nie da się słowami opisać tego wszystkiego. Ale wierz mi, że było to niesamowite przeżycie, poczułem Boga w sercu, Jego moc, siłę i chęć przemiany swego życia!!!

Chyba coś we mnie pękło przyjacielu, chcę się zmienić. I chcę tam kiedyś znowu wrócić... ale nie sam. Może wybierzesz się tam ze mną? Zobaczysz, naprawdę warto.

Twój oddany przyjaciel
Angelus


 

W rekolekcjach wzięło udział 60 osób z następujących parafii: Czersk, Dziemiany, Gniew, Goręczyno, Lipusz, Łąg, Nowe, Pinczyn, Pruszcz, Swarożyn, Wiele.

 

Podczas rekolekcji posługę sprawowali: ks. Michał Stępnik oraz ks. Łukasz Benkowski; członkowie Zarządu Diecezjalnego: Justyna Wołoszyn - prezes, Marta Buchowska - delegat, Łukasz Kempiński - skarbnik; klerycy WSD: Damian Breigmann, Piotr Pruski oraz dk. Tomasz Syldatk, a także Iwona Kosiedowska i Iwona Cybula. Gotowała nam niezastąpiona p. Krystyna Mrozińska z Przysierska.

 

Zarząd Diecezjalny serdecznie dziękuje ks. prob. Józefowi Emplowi za gościnność, członkom oddziału KSM Dziemiany oraz ks. asystentowi Łukaszowi Benkowskiemu za pomoc w organizacji i przeprowadzeniu tegorocznych rekolekcji.